środa, 8 października 2008

Geneza

Historia naszych samodzielnych podróży rozpoczęła się w roku 1999, kiedy to wpadliśmy na pomysł wyjazdu autostopem do Hiszpanii. Jeżdżąc po krainie Basków spotkaliśmy parę Polaków, którzy planowali następne wakacje w Indiach, co wydało nam się wtedy nieprawdopodobne wręcz: jak można samemu pojechać do Indii?? Jednakże ziarenko zostało zasiane i tak powstał pomysł pierwszej 'długodystansowej' podróży podczas wakacji studenckich: lądem do Tajlandii, czyli koleją transsyberyjską przez Rosję, następnie do Chin, Laosu i celu naszej podróży - Tajlandii. Kolejny rok to czteromiesięczna wyprawa lądem do Tanzanii, między innymi przez ogarnięty wojną domową Sudan. Raz nabyty nałóg rozwija się w zastraszającym tempie i uzależnia na całe życie – już po pierwszej wyprawie połknęliśmy bakcyla, który z roku na rok coraz bardziej nas pochłaniał. Rok 2002 i zakończenie studiów to decyzja wyjazdu na praktykę zagraniczną: Filip do Nigerii, a Ala do Malezji. Tam spędziliśmy dwa wspaniałe lata naszego życia – poznając te kraje, ich mieszkańców, a przy okazji nabywając doświadczenie zawodowe. Po powrocie do Polski pod koniec 2004 roku spróbowaliśmy trochę się 'ustabilizować', wiodąc życie, jakie ma większość naszych znajomych – praca, dom, znajomi. Jednakże ciekawość świata i podróżniczy bakcyl nie pozwoliła nam długo usiedzieć w miejscu i znowu zaczęliśmy podróżować -zarówno sami jak i dzięki naszej pracy. Indie, Mołdawia czy Bangladesz... Miło - ale krótkie, a maksymalnie trzytygodniowe, wyprawy i podroże slużbowe nie nasyciły nas na długo.
Dlatego też narodził się nowy pomysł wyprawy samochodem terenowym do Afryki Zachodniej. W połowie grudnia 2008 planujemy wyjazd naszym samochodem marki Opel Monterey poprzez kraje europejskie i Cieśninę Gibraltarską do Maroka, stamtąd do Mauretanii, Mali, Burkina Faso, Ghany, Togo i Beninu, a skończymy trasę w Nigerii. Planujemy dwuipółmiesięczną podróż poznając kulturę, ludzi, przyrodę i zabytki tych krajów, ale przede wszystkim przeżywając kolejną wielką PRZYGODĘ.
I tym razem wyzwanie jest duże - decydujemy się zamienić nasze wygodne życie na tanie hoteliki z karaluchami, pluskwami, brakiem wody i potwornym upałem, często bez prądu. Biurokrację na granicach, godziny spędzone w samochodzie, plus niezaprzeczalne atrakcje związane z niesamowitym zjawiskiem jakim jest czas afrykański, gdzie 5 minut może być równie dobrze dwoma tygodniami. Jesteśmy gotowi na te wszystkie wyrzeczenia, a nawet więcej - bardzo tego pragniemy i mamy wielką nadzieję, że uda się zrealizować tę podróż życia naszpikowaną wieloma niesamowitymi przygodami, którymi chcielibyśmy się podzielić nie tylko z grupą naszych znajomych.

Brak komentarzy: